pani hovki takiej, co chodzi na zaawansowane prace zręcznosciowe (w jezyku mojego ojca - agility), to mowi, ze od dwoch lat usiluje ją nauczyc aportowania i nic. to znaczy egzaminy pozdawala, a jakze, na piatki przeciez, ale aportowac to jej sie nie chce, bo nie.
ja to cwicze to aportowanie bardzo.

bo chodzi o to, zeby fun był.

wiec ciagne i wyciagam.
a potem, nie wiem, co sie ze mna dzieje, potwor jakis zogoniasty we mnie wstepuje i podbiegam.

i podaje.

ale przeciez NIE PO TO, ZEBY ODDAC!