znika boisko spomiedzy blokow, plac zabaw, jedyny kawalek srawnika.
- co to ma byc? - pytam sie grzecznie.
- Dywan.
- a na co mi on tu pod okiem?
- Musieliśmy go, Burka, kupić.
- w lapy wam zimno?
- Też, ale przede wszystkim, Burka, twoje łapy się wykrzywiają od śliskiej podłogi, a na dywanie nie będziesz się ślizgać.
- nie chce pod okiem zadnego dywaniska.
- Chodź, spróbuj.
- miekki.
- Miękki.
- otwieram negocjacje. wysiedlamy wszystkich dywanowych mieszkancow, a ja sie wprowadzam na dywan. nie ma dyskusji.
ide po swoje zabawki.

